LOGO
foto foto Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kupców i Drobnej Wytwórczości
ul. Bakalarska 11, 02-212 Warszawa
do korespondencji ul.Sękocińska 13 lok.4, 02-313 Warszawa
tel.: (22) 846 07 34, (22) 846 51 79 fax: (22) 868 05 41, e-mail: adres
foto foto
Działalność
wsk nasze cele
wsk aktualności
wsk naszym zdaniem
wsk fotogaleria
Stowarzyszenie
wsk władze
wsk statut, regulaminy
wsk kontakt
wsk jak wstąpić?
wsk nr konta
Warto zajrzeć
wsk media o kupcach
wsk ważne linki
MEDIA O KUPCACH
Miliony z ulicznego handlu tanimi ubraniami 2006-08-10

Warszawa i Łódź są podzielone między hurtowników. Masowo kupują bardzo tanią azjatycką odzież i sprzedają ją przez sieć ulicznych handlarzy - tak zwanych staczy

Izabella Adamczewska, Agnieszka Urazińska
Gazeta Wyborcza, 16. sierpnia 2006 r.

Jeden z łódzkich hurtowników, zamożny mężczyzna po 40., mówi nam wprost: - To był pomysł życia. Pracuje dla mnie kilkadziesiąt osób, interes idzie świetnie. W Łodzi we trzech podzieliliśmy się miastem i nie wchodzimy sobie w drogę. Teraz ruszamy na Warszawę - zapowiada.

Łódzki policjant z wydziału przestępczości gospodarczej: - Hurtownicy mają swoje terytoria, są jak mafia. Trudniej się z nimi rozprawić niż z dilerami narkotyków, bo uliczny handel ma społeczną akceptację. Na dilera ludzie doniosą, emerytki z kartonowym pudełkiem pożałują. I jeszcze biustonosz kupią.

W Łodzi na chodnikach sprzedaje kilkaset osób, w Warszawie tyle samo.

Godz. 5. Wólka Kosowska pod Warszawą. Tu zaopatrują się właściciele sklepów i bazarowych straganów. W kilku halach kwitnie handel tanią odzieżą - chińską, wietnamską, turecką. Kolorowe biustonosze można kupić w hurcie już za 2,5 złotego, T-shirt za złotówkę, parę skarpetek za 5 groszy! O świcie kierowca podjeżdża po towar. - Teraz najlepiej idą koszulki. Są tacy, którzy kupują nawet tysiąc dziennie - mówi sprzedawczyni z Wólki.

Hurtownicy robią w Wólce zakupy codziennie. Kupują tyle, żeby starczyło na dzień, dwa. Dzięki temu nie muszą wynajmować magazynów.

Godz. 7, Łódź. Kierowcy rozwożą towar staczom. Bezrobotni, emeryci, renciści ustawiają pudła w ruchliwych punktach - przy przystankach tramwajowych i autobusowych, pod pawilonami handlowymi, szpitalami, w okolicach legalnych rynków.

Gdy na horyzoncie pojawi się znajoma twarz z Zarządu Dróg i Transportu, stacz ustawia pudła w stosik - żeby kara za zajmowanie chodnika była mniejsza. - Mandaty mam w nosie. Szef je spłaci - mówi nam handlarka.

Hurtownika stać na mandaty - nie płaci ZUS-u, podatków ani czynszu, a marża jest gigantyczna. Bluzkę, która kosztowała 3 złote, jego ludzie sprzedają z pudła za 15.

Późnym popołudniem po staczy podjeżdżają kierowcy. Sprzedawcy dostają prowizję od utargu - dziennie od 50 do 400 złotych.

Pomysł na uliczny biznes podsunęły hurtownikom przepełnione rynki i bazary oraz cywilizowanie się centrów targowych. Handlowanie w legalnych punktach oznacza stałe koszty. Hurtownicy przywrócili więc na warszawskie i łódzkie ulice obrazek znany z lat 90.

Ceny trzykrotnie niższe niż w sklepach przyciągają klientów. - Nie wytrzymujemy takiej konkurencji. W końcu przestaniemy płacić czynsze! - irytuje się Teresa Stobińska z Łódzkiego Klubu Przedsiębiorców. - Zaśmiecają nam teren wokół sklepów i wrzucają swoje kartony do naszych śmietników. Wbrew swojej woli dokładamy do nielegalnego handlu!

Policjanci twierdzą, że są bezradni. - Towar nie pochodzi z kradzieży, więc nie możemy go odebrać. Alarmujemy skarbówkę i Państwową Inspekcję Pracy - mówi nadkomisarz Cezary Adamczyk, szef wydziału do zwalczania przestępczości gospodarczej łódzkiej policji.

- Okradają państwo, powinni odprowadzać podatek dochodowy - nie ma wątpliwości Jolanta Czajka, wicedyrektor Izby Skarbowej w Łodzi. Ale przyznaje, że skarbówka w sprawie hurtowników nie zrobiła nic. - Znamy problem, ale to nie jest prosta sprawa. Trzeba by przeprowadzić postępowanie sprawdzające w hurtowniach, a przecież nie wiemy, gdzie one są.

Dotarliśmy do sprzedawców i hurtowników. Prześledziliśmy, jak działa olbrzymi rynek "pudełkowego handlu".

Pod naciskiem legalnych sprzedawców łódzka straż miejska ostro wzięła się za staczy. Urzędnicy w eskorcie funkcjonariuszy odwożą ich na targowiska albo przeganiają z zajmowanych chodników. Ale stacze zaraz wracają.

powrót...