LOGO
foto foto Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kupców i Drobnej Wytwórczości
ul. Bakalarska 11, 02-212 Warszawa
do korespondencji ul.Sękocińska 13 lok.4, 02-313 Warszawa
tel.: (22) 846 07 34, (22) 846 51 79 fax: (22) 868 05 41, e-mail: adres
foto foto
Działalność
wsk nasze cele
wsk aktualności
wsk naszym zdaniem
wsk fotogaleria
Stowarzyszenie
wsk władze
wsk statut, regulaminy
wsk kontakt
wsk jak wstąpić?
wsk nr konta
Warto zajrzeć
wsk media o kupcach
wsk ważne linki
MEDIA O KUPCACH
Fiskus pogoni handlarzy 2006-08-26

Straż miejska i skarbówka wydają wojnę nielegalnym ulicznym straganiarzom. Na nielegalnych kupców posypią się gigantyczne kary sięgające nawet kilkuset tysięcy złotych. Od września rozpoczynają się kontrole dzikich targowisk

Marcin Zieliński, Waldemar Gojtowski
Dziennik, 26. sierpnia 2006 r.

Funkcjonariusze straży miejskiej przyznają, że obecnie w walce z ulicznymi handlarzami w stolicy są bezradni. Z odsieczą przyjdzie im skarbówka.

- Nie mamy żadnych uprawnień pozwalających nam karać kupców za to, że sprzedają na ulicy. Jedyne co możemy zrobić, to kazać im usunąć się z chodnika. Jeśli tego nie zrobią, mogą dostać mandat za zajmowanie drogi publicznej bez zezwolenia. Ale kara w wysokości stu złotych, jaką maksymalnie możemy wystawić, nie robi na nich większego wrażenia - mówi Adam Godlewski, rzecznik staży miejskiej.

W tym roku strażnicy miejscy ukarali 100-złotowymi mandatami 11 432 nielegalnych handlarzy. Jednak w żaden sposób nie wpłynęło to na ograniczenie tego procederu w stolicy. Kupcy twierdzą, że bardziej opłaca im się płacić kary niż uiszczać opłaty targowe na bazarach.

- Strażnicy łapią nas najwyżej raz w miesiącu, więc stówka to nie majątek. Gdybym handlowała na bazarze, musiałabym płacić 20 zł dziennie za metr kwadratowy zajmowany przez moje stoisko. Rachunek jest więc prosty. Lepiej handlować nielegalnie - mówi Teresa, która na chodniku przy ulicy Czerniakowskiej ma stragan z bielizną.

Dlatego strażnicy chcą porozumieć się z Urzędem Kontroli Skarbowej w Warszawie w celu utworzenia wspólnych patroli, które mogłyby skuteczniej walczyć z ulicznym handlem.

Według rzecznika straży miejskiej rozmowy są już zaawansowane i wszystko wskazuje, że już od września połączone patrole pojawią się na stołecznych targowiskach. Potwierdzają to również urzędnicy ze skarbówki.

- Kupcy handlujący na ulicach Warszawy już od jakiegoś czasu są w kręgu naszego zainteresowania - mówi Alicja Jurkowska, rzecznik prasowy UKS. - Jeśli podczas kontroli wykażemy, że przez kilka ostatnich lat nie odprowadzali podatku, mogą dostać kary sięgające nawet kilkuset tysięcy złotych - dodaje. Jednak kupców, którzy w większości handlują na czarno, widmo gigantycznych kar nie przeraża.

- Nic nie wiem o żadnej skarbówce, tylko tu sprzedaję. Zresztą, co to komu szkodzi? Mam płacić za to, że postoję parę godzin z biustonoszami? - pyta pani oferująca bieliznę przy placu Zawiszy i odsyła nas do pana Stanisława. To on zapewnia towar miejscowym handlarzom, działa też w kilku innych punktach stolicy. Reprezentuje również straganiarzy w negocjacjach z miejskimi strażnikami. - Kiedyś było łatwiej. Wystarczyła obietnica, że następnym razem stoisk już tu nie będzie. Jak nie pomaga, to płacimy mandat za zajęcie pasa drogi, artykuł 99 - mówi pan Stanisław. - Czy boimy się izby skarbowej? Robimy swoje już tyle lat i tyle kontroli przeżyliśmy, że pewnie i to przetrwamy - podsumowuje.



Nielegalny handel uliczny w stolicy

Według danych straży miejskiej w Warszawie nielegalnym handlem może trudnić się nawet kilka tysięcy osób. Od wielu lat są zmorą nie tylko centrum stolicy. Nierejestrowane stoiska z bielizną, koralami czy płytami DVD spotkać można tradycyjnie niedaleko Rotundy, Metra Centrum oraz Kupieckich Domów Towarowych. Niesłabnącą popularnością wśród straganiarzy cieszą się też Metro Wilanowska, Dworzec Wileński, pl. Zawiszy i Wilsona. Z roku na rok przybywa także handlarzy wokół dzielnicowych pasaży. Prognozuje się, że podobne enklawy handlujących skupiać się będą niedługo wokół nowo powstających stacji metra.



Tani handel tak, ale nie na Marszałkowskiej
WITOLD KOŁODZIEJSKI, przewodniczący Rady Miasta Warszawy

Inicjatywa wspólnych patroli straży miejskiej i inspektorów skarbowych dla skuteczniejszego karania ulicznych handlarzy jest ciekawa, choć sądzę, że gdyby mądrze rozszerzyć uprawnienia strażników, daliby sobie sami radę.

Osobiście nie mam nic przeciwko drobnemu handlowi, byle odbywał się on w miejscach do tego wyznaczonych, a nie na reprezentacyjnych ulicach Warszawy. Trzeba stworzyć takie miejsca, oczywiście nie jakieś getta w najgorszych dzielnicach, ale lokalne place targowe z niską opłatą za możliwość handlu naręcznego lub stolikowego. Specjalnie podkreślam kwestię niskich opłat. Miasto powinno o to zadbać, bo im bardziej się reguluje handel, tym staje się on droższy. Miejskie targowiska są stale modernizowane, ale to oznacza podwyżkę placowego. Tymczasem miasto potrzebuje takich targowisk, na których nawet najgorzej sytuowani handlujący mogliby legalnie prowadzić swą działalność.

Analogiczna sytuacja jest z Jarmarkiem Europa - uważam, że powinien on jak najszybciej zniknąć z terenów Stadionu X-lecia, ale powinniśmy znaleźć miejsce na obrzeżach stolicy, które stałoby się nową siedzibą centrum taniego handlu i tanich zakupów. Rola bazarków jest nie do przecenienia - z jednej strony nie pozwalają sklepikarzom windować cen, z drugiej są jedynym źródłem zaopatrzenia w towary dla najuboższych warszawiaków. Ale podkreślam raz jeszcze - chodnik jest do chodzenia, a nie do handlowania.

Po zrobieniu porządku z dzikim handlem powinniśmy się wziąć za estetykę ulic - i te wszystkie odrapane budki, szpetne kioski oraz stare przyczepy kempingowe zastąpić estetycznymi pawilonami z warszawskim charakterem. Mam nadzieję, że wkrótce zostanie ogłoszony konkurs architektoniczny na opracowanie takich pawilonów dla małej stołecznej gastronomii i drobnego handlu.

powrót...