LOGO
foto foto Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kupców i Drobnej Wytwórczości
ul. Bakalarska 11, 02-212 Warszawa
do korespondencji ul.Sękocińska 13 lok.4, 02-313 Warszawa
tel.: (22) 846 07 34, (22) 846 51 79 fax: (22) 868 05 41, e-mail: adres
foto foto
Działalność
wsk nasze cele
wsk aktualności
wsk naszym zdaniem
wsk fotogaleria
Stowarzyszenie
wsk władze
wsk statut, regulaminy
wsk kontakt
wsk jak wstąpić?
wsk nr konta
Warto zajrzeć
wsk media o kupcach
wsk ważne linki
MEDIA O KUPCACH
Spłonął przygraniczny bazar w Słubicach 2007-01-11

Doszczętnie spłonął bazar w Słubicach (Lubuskie). Nie było ofiar, ale źródło utrzymania straciło co najmniej 6 tys. osób. Straty szacuje się na kilkanaście milionów złotych.

Piotr Żytnicki, Dariusz Barański
Gazeta Wyborcza, 11. stycznia 2007 r.

Przed godz. 21 w środę na bazarze nie było już ludzi. Większość stoisk jest otwarta tylko do godz. 18. Jak relacjonują świadkowie, na jednym ze stoisk trwał remont i spawano metalową konstrukcję. Być może to właśnie było przyczyną pożaru.

Hydrant bez wody

Początkowo obecni jeszcze na bazarze ludzie próbowali gasić ogień na własną rękę. Bezskutecznie. Wkrótce potem ochrona targowiska powiadomiła straż pożarną. - Ogień pojawił się w narożniku targowiska, niedaleko stacji benzynowej. Ryzyko, że pożar się rozprzestrzeni i dojdzie do eksplozji paliwa, było poważne. Na szczęście wiejący od zachodu wiatr ochronił stację - relacjonuje Marek Koroluk, zastępca komendanta słubickiej straży pożarnej. - Ogień rozprzestrzeniał się jednak wewnątrz targowiska, obejmując kolejne stoiska. Było tam mnóstwo łatwopalnych materiałów. Płonące plastikowe krzesło wywołały trujące toksyny. Wybuchały butle gazowe - dodaje.

Zrozpaczeni ludzie wbiegali do płonącej hali, by wynosić swój towar. Policjanci im w tym nie przeszkadzali. - Wykazaliśmy się ludzkim odruchem, pozwoliliśmy ratować co się da. Dopiero gdy zaczęła płonąć cała hala, zabroniliśmy wchodzić do środka - wyjaśnia Jarosław Chojnacki, rzecznik prasowy słubickiej policji.

Większość handlujących na bazarze nie uratowała jednak nic. W czwartek przed południem znów stali przy bazarze i patrzyli na pogorzelisko. Rozgoryczeni zarzucali straży pożarnej, że nie była przygotowana do akcji gaśniczej. - Stali tu i czekali aż to się spali. Ja sam wynosiłem butlę gazową - denerwuje się pan Bogdan. - Przyjechali bez wody, nawet klucza do hydrantu nie mieli. Dopiero strażacy z Frankfurtu zaczęli to gasić. Gdyby nie Niemcy, to i stacja benzynowa by wybuchła - słychać było wymianę opinii w tłumie kupców.

Strażacy przyznają, że na terenie targowiska sprawny był tylko jeden hydrant, a wodę musieli czerpać z pobliskiego stawu i hydrantów w mieście. Na miejscu pracowały trzy cysterny. Dlaczego targowisko nie było zabezpieczone na wypadek pożaru? Marek Koroluk ze straży pożarnej zapewnia, że odpowiednie kontrole były prowadzone, ale nie umiał powiedzieć, czy sprawdzano też hydranty.

Koroluk tłumaczy też, dlaczego wewnątrz bazaru nie prowadzono akcji gaśniczej. - Gdy do środka weszło pierwszych czterech strażaków, eksplodowały nagle materiały pirotechniczne, prawdopodobnie petardy. Musieliśmy się ewakuować i długo nie mogliśmy wrócić na miejsce - tłumaczy zastępca komendanta. Na miejsce przyjechało aż 37 wozów gaśniczych, w tym 11 z niemieckiego Frankfurtu. Łącznie pożar gasiło blisko 190 strażaków. Do akcji wysłano jednostki zawodowe ze Słubic, Kostrzyna, Sulęcina i Gorzowa, a także ochotnicze z kilkunastu miejscowości. Na miejsce przyjechały też oddziały policji z Zielonej Góry. Sytuację opanowano po północy. Dogaszenie trwało jeszcze dzisiaj w południe.

To było serce Słubic

Teresa Krzyśko ze Słubic sprzedawała na bazarze odzież. - Wszystkie ciuchy miałam w skrzyniach, wszystko spłonęło. Z czego ja będę żyła? Jestem sama, ani męża, ani dzieci. To było wszystko, co miałam - płacze kobieta. Pan Bogdan jako jeden z nielicznych ubezpieczył swój interes. Na bazarze prowadził niewielki bar, w którym sprzedawał szaszłyki, zupy i piwo. - Ile straciłem? Niedawno kilku poznaniaków dawało za to 300 tys. zł, ale się nie zgodziłem. Teraz jestem bezrobotnym - opowiada. - Dostanę odszkodowanie i może stanę na nogi. Ale dla kogo będę tu sprzedawał? Przecież tego się nie odbuduje. To było serce Słubic, tutaj tętniło życie. Zostały zgliszcza - płacze.

Janina Siwa z Sulęcina zaczęła handlować tytoniem przed trzema miesiącami - Z urzędu pracy dostałam dofinansowanie na rozpoczęcie działalności, 12 tys. zł. Rodzina mi też pomogła. Teraz nie mam nic. Próbowaliśmy z mężem coś ratować, wyciągać skrzynie z papierosami, ale straż nie dopuszczała już naszego stoiska - mówi łamiącym się głosem. Bez środków do życia pozostała też Elżbieta Kielek. Razem z mężem prowadziła małą gastronomię. Na utrzymaniu mają dzieci. - Straciłam wszystko. Byłam tu niedługo po tym jak wybuchł pożar. Udało mi się jedynie wynieść stoły i ławki. zwłaszcza te plastikowe. Tego naprawdę nikt się nie spodziewał. Zbankrutować - tak. Ale że wszystko spłonie? Człowiek sobie tu jakoś radził, jakoś z tego żył. Nie było na żadne luksusy, ale na bieżące życie już tak - mówi.

Agnieszka i Henryk Cybulscy prowadzili stoisko z dziecięcą odzieżą. Ogień strawił towar o wartości 70 tys. zł. - My mieliśmy tu trzy stoiska, niektórzy mieli nawet więcej. Proszę sobie wyobrazić jakie to straty - mówią.

W podobnej sytuacji jak oni są setki osób, które straciły jedyne źródło utrzymania. Na bazarze było 1,2 tys. stoisk, które prowadziło 650 podmiotów. Wielu bazarowiczów miało po kilka budek, najczęściej były to rodzinne interesy, gdzie mąż i żona handlowali na dwóch stoiskach. Teraz bez pracy i majątku zostali ci, którzy na bazarze handlowali od kilkunastu lat, jak i ci, którzy dopiero zaczynali handel.

Bazar to było rzeczywiście serce Słubic. To tu swoje kroki kierowali najczęściej goście zza Odry, choć okres największej prosperity z początku lat 90. bazar miał już za sobą. W pierwszych latach po otworzeniu granicy kurs złotówki do marki w cenach towarów był często 1:1. Niemcy i tak kupowali, bo u nich wszystko było kilka razy droższe. Handel na bazarze i teraz jednak dawał w miarę stabilne utrzymanie tysiącom ludzi. - To jeden z największych zakładów pracy, nawet w województwie. To przecież nie tylko te 1,2 tys. stoisk, ale również rodziny handlujących, ludzie żyjący z obsługi bazaru: hurtownie, transport. Poszukamy wspólnie najlepszych rozwiązań dla tych ludzi, jak im pomóc, żeby jak najszybciej mogli wrócić do pracy - mówi burmistrz Słubic Ryszard Bodziacki.

Dla miasta to nie tylko problem pomocy ludziom, którzy zostali bez środków do życia, ale również utrata źródła sporych dochodów: rocznie miasto zarabiało na bazarze 2 mln zł. Dlatego władze przygotowują szeroko zakrojoną pomoc do handlowców. Zebrał się sztab kryzysowy. Jutro o godz. 14 w auli Collegium Polonicum odbędzie się spotkanie dla wszystkich pracujących na bazarze, aby poinformować ich o sytuacji. Handlowcy, których spłonął nie tylko dobytek, ale również często cała księgowość i kasy fiskalne mogą liczyć na wyrozumiałość Urzędu Skarbowego i ZUS.

Diecezjalna Caritas apeluje o pomoc dla najbardziej potrzebujących poszkodowanych w pożarze. Numery kont: PKO BP S.A. I O. Zielona Góra, 07 1020 5402 0000 0702 0020 5716 lub BZ WBK S.A. II O. Zielona Góra 08 1090 1636 0000 0001 0345 8964; dopisek: POMOC DLA SŁUBIC

Sprawą zajęła się już prokuratura. Powołano biegłego, który zajmie się ustaleniem przyczyn pożaru. Ani policja, ani straż nie chcą komentować pojawiających się hipotez. Jedna z wersji opowiada o zaprószeniu ognia podczas remontu, który toczył się przy jednym ze stoisk. Nie wyklucza się też podpalenia, choć na razie nie ma na to żadnych dowodów.


Przeczytaj również: wsk Zaczniemy od nowa

Aktualne informacje na wsk stronach Urzędu Miejskiego w Słubicach


wsk powrót...