LOGO
foto foto Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kupców i Drobnej Wytwórczości
ul. Bakalarska 11, 02-212 Warszawa
do korespondencji ul.Sękocińska 13 lok.4, 02-313 Warszawa
tel.: (22) 846 07 34, (22) 846 51 79 fax: (22) 868 05 41, e-mail: adres
foto foto
Działalność
wsk nasze cele
wsk aktualności
wsk naszym zdaniem
wsk fotogaleria
Stowarzyszenie
wsk władze
wsk statut, regulaminy
wsk kontakt
wsk jak wstąpić?
wsk nr konta
Warto zajrzeć
wsk media o kupcach
wsk ważne linki
MEDIA O KUPCACH
Stadion Pięciolecia 2007-05-11

O zamianie Jarmarku Europa na stadion narodowy od lat dużo się mówiło, ale nic się nie robiło - tymczasem Stadion X-lecia wyrastał na największy prywatny zakład pracy w kraju. Dopiero przyznanie Polsce Euro 2012 spowodowało iście sportowe przyspieszenie. Katastroficzne przyspieszenie - mówią zagrożeni bezrobociem kupcy.

Marcin Kołodziejczyk, Piotr Pytlakowski
Polityka, 12. maja 2007 r.

Miejsce pracy Lucyny Kwiatek, przewodniczącej Kupieckiego Stowarzyszenia Stadion, to kilka metrów kwadratowych blaszanej budki. Podłogę chronią przed zabrudzeniem porozkładane kartony, pod ścianą stoi pęknięte lustro i taboret, za zasłonkę zaprasza się klientów jak do przymierzalni. Lucyna Kwiatek od 15 lat handluje na Stadionie X-lecia strojami damskimi w stylu wyjściowym i eleganckim. Kiedy 18 kwietnia zapadła decyzja o organizacji Euro 2012, kupcy z identycznych blaszanych budek przychodzili do biznesu pani Kwiatek pytać, co będzie dalej z Jarmarkiem Europa.

- Przez tyle lat promowaliśmy na Stadionie polską przedsiębiorczość, jako zakład pracy byliśmy porównywani do Orlenu - mówi pani Kwiatek. - A teraz kupcy ze łzami w oczach pytają: pani Lucyno, co ja zrobię, mam dzieci na utrzymaniu. Koledzy bardzo się zintegrowali w nowej sytuacji.

Kiedy 18 lat temu Stadion X-lecia zamienił się w gigantyczny bazar, Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową (IBGR) uznał, że to fenomen transformacji. Jeszcze i dziś, nie bez racji, kupcy ze stadionu uważają się za awangardę polskiego kapitalizmu. Niby wiedzieli, że Jarmark Europa skończy się nieodwołalnie w czerwcu, ale po cichu liczyli, że jakoś da się przetrwać - ileż to razy mówiło się o budowie Stadionu Narodowego, a handel trwał przez kolejne lata. Euro 2012 odbiera nadzieję - stadion wraca do sportu.

-Jestem kibicem-fanatykiem, ale nie wierzyłem, że Polska dostanie organizację Euro - mówi pan Czarek z budki obuwniczej.

- Nie zdziwiło mnie, że handel odejdzie ze stadionu do końca czerwca 2007, bo taka była podpisana trzy lata temu umowa z Centralnym Ośrodkiem Sportu - przyznaje Bogdan Tomaszewski, prezes Damisu - firmy dzierżawiącej stadion od 18 lat. -Ale nie sądziłem, że Polsce i Ukrainie przyzna się organizację mistrzostw Euro 2012. Zaskoczyło mnie, że budowanie nowego obiektu ma nastąpić tak katastroficznie szybko. Teraz kupcy ze stadionu mają kłopot, bo zagrożone są ich miejsca pracy. Ale nie tylko oni - do obsługi stadionu Damis zatrudnia ponad pół tysiąca ludzi - ci ludzie też stracą teraz robotę.

Bierut przeciął wstęgę

Po 18 latach działania Jarmarku Europa należy przypomnieć, że najpierw na stadionie królował sport przeplatany imprezami politycznymi. Dopiero w III RP na potężny stutysięcznik wdarli się handlarze, później nazwani kupcami.

Stadion nosi miano X-lecia, bo wzniesiono go dla uczczenia okrągłej rocznicy Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Budowa zajęła tylko rok, pieniądze dało państwo i Stołeczny Fundusz Odbudowy Stolicy, pracowali w czynie społecznym obywatele, na miejsce budowy wybrano zwałowisko gruzów zniszczonej Warszawy. I tak 22 lipca 1955 r. sam prezydent Bolesław Bierut uroczyście przeciął wstęgę - akt ten oklaskiwała na stojąco 80-tysięczna widownia. W pierwszym futbolowym meczu Stalinogród, czyli Katowice, wygrał z reprezentacją stolicy.

Dzięki stadionowi Warszawa przestała być jedynie polem odbudowy z powojennych zniszczeń - stadion wnosił igrzyska do szarej rzeczywistości. Żył wrzaskiem kibiców podczas legendarnego meczu lekkoatletycznego polskiego wunderteamu z USA w 1958 r., finiszów kolejnych Wyścigów Pokoju, Auto Rodeo rodem z Paryża. Właśnie na stadionie "Trybuna Ludu" organizowała festyny rodzinne, a partia festyny poparcia dla Edwarda Gierka. Podczas dożynek w 1968 r. w proteście przeciwko inwazji na Czechosłowację spalił się na stadionie Ryszard Siwiec. Był mecz Polska-RFN w 1972 r., gigantyczna msza papieska, turnieje drużyn szkolnych na błoniach.

Ostatnim wydarzeniem sportowym, jakie stadion oglądał, okazał się mecz Polska-Fin-landia w 1983 r. Mimo że na tę okazję stutysięcznik specjalnie wyremontowano - zamarł potem na całe 6 lat. Na dobrą sprawę Stadion X-lecia nigdy nie spełnił roli, jaką mu przeznaczono. Według projektu słynnego architekta Jerzego Hryniewieckiego miał być centralnym obiektem sportowym, wizytówką nie tylko stolicy, ale Polski. Tylko że imprez sportowych na skalę oczekiwań nigdy Polska nie organizowała. Stadion zapełniał się zaledwie kilka razy w roku, a przeważnie stał jak wyrzut sumienia. Monumentalny i pusty.

Nawet niewykorzystywany wymagał nieustannego dozoru i częstych remontów. Oczywiście nikt nie dbał o tak przyziemne sprawy i obiekt po prostu zamieniał się powoli w ruinę. Odpadały kamienne elementy, na trybunach walały się deski, podczas ulew główną bramą stadionu płynęła wartka rzeka deszczówki, a wraz z nią śmieci z całej okolicy. Dlatego zamysł, aby koronę stadionu i okoliczne błonia wydzierżawić kupcom, wydawał się władzom doskonałym wyjściem z kłopotów.

Skansen kapitalizmu

- To kupcy przez te wszystkie lata ratowali stadion! - krzyczy zdenerwowany pan Marek, konfekcja lekka, przed spotkaniem z szefostwem COS. - Przez 18 lat miasto nie dołożyło nawet złotówki na jego utrzymanie, a przeciwnie, każdy z nas płacił po 1,4 tys. zł miesięcznie! Przez 18 lat ten obiekt stałby pusty, gdyby nie dobroczyńca Tomaszewski.

Rozmowy o przyszłości Jarmarku Europa prowadzono już kilka lat przed kwietniowym ogłoszeniem UEFA, kto zorganizuje Euro 2012. Z biegiem lat z fenomenu kapitalizmu stadion zamieniał się na oczach kupców w skansen kapitalizmu. To nic przyjemnego - mówią dziś kupcy - czekać na klienta pod gołym niebem w upały i mrozy, cierpieć na reumatyzm w wieku 40 lat, nie mieć gdzie postawić samochodu i gdzie się załatwić - w 1955 r. budowniczowie stadionu o takich luksusach nie pomyśleli. To także nic zachęcającego dla klienta.

- Rok temu rozmawialiśmy z COS na temat nowych pomieszczeń komercyjnych dla kupców - mówi Lucyna Kwiatek. - Zastanawialiśmy się tylko, z której strony stadionu to centrum mogłoby powstać.

Kupców popiera Bogdan Tomaszewski, szef Damisu, zwany dobroczyńcą.

-Ja wiedziałem, że jakiś porządek na stadionie trzeba zrobić - dać kupcom możliwość zarabiania, poprawić ich warunki pracy - mówi. -I liczę w dalszym ciągu, że te 40 tys. metrów powinno się przeznaczyć na cele komercyjne - bez względu na to, czy Damis dalej będzie w tym uczestniczył, czy nie. Chodzi o to, żeby ten nowy stadion nie musiał być utrzymywany przez nikogo, na przykład przez podatników, ale żeby się sam utrzymywał.

Pan na jarmarku

Bogdanowi Tomaszewskiemu, jedynemu właścicielowi Damisu, zamiana sportowego stadionu w handlowy pozwoliła rozbudować biznes. Oprócz prowadzenia Jarmarku Europa firma działa w branży nieruchomości, turystycznej, sprowadza samochody (kiedyś z Ukrainy, dziś z Rumunii), certyfikuje sprzęt RTV i AGD, ma własną agencję ochrony (stworzoną specjalnie dla potrzeb stadionu). Jednak w 1989 r., gdy prezes brał się za stadion, Damis był na rynku kompletnie nieznany, zarejestrowany zaledwie rok wcześniej, z kapitałem zakładowym 300 tys. starych zł. Jakim sposobem prezes, warszawiak z Grochowa, kiedyś kierownik państwowego sklepu RTVi właściciel małego zakładu montującego elektronikę, zdołał przekonać do swojej koncepcji władze miasta i COS - nie wiadomo.

- Przedstawiłem najbardziej realne rozwiązanie - mówił skromnie Tomaszewski kilka lat temu. - Przecież nie dałoby się utrzymać stadionu z imprez sportowych.

Jerzy Dachowski, dawny szef COS, wyjaśniał reporterowi "Polityki", że pieniędzy na renowację Stadionu X-lecia i tak nie było, a Warszawa musiała przenieść handel ze stadionu Skry i z łóżek polowych ustawionych na chodnikach.

Była jeszcze inna propozycja - Włodzimierz Gąsiorek, w latach 80. i 90. szef Stołecznego Klubu Motorowego, widział na stadionie raczej zawody żużlowe i ośrodek egzaminacyjny na prawo jazdy. Ale dostał odpowiedź, że jego pomysł nie rokuje zysków. Po prostu COS dostał z kierowanego przez Aleksandra Kwaśniewskiego Komitetu ds. Młodzieży i Sportu polecenie podpisania umowy z Damisem do końca 2000 r. Niemal z dnia na dzień nikomu nieznany Bogdan Tomaszewski stał się największym animatorem handlu w stolicy.

Na Tomaszewskiego przez lata szukano haków. Podejrzewano, że jego dziwna symbioza z zarządcami COS i władzami miasta kryje w sobie jakąś ponurą tajemnicę. Szeptano o układzie korupcyjnym, nasyłano kontrole. Coś tam znajdowały, ale nie na miarę oczekiwań. Tomaszewski ze wszystkich potyczek wychodził obronną ręką, a nawet wzmocniony. Stadion był dla niego prawdziwą złotą żyłą. Wydatki minimalne, a zyski potężne - zwłaszcza w drugiej połowie lat 90. Według danych IBGR obroty bazaru na stadionie w 1995 r. wyniosły 1,5 mld zł, rok później już 1,7, a w 1997 aż 1,9 mld. To właśnie w okresie prosperity prezes Tomaszewski nadał stadionowi dumną nazwę Jarmark Europa.

Zebrani pod siedzibą COS kupcy ze stadionu snują wizje. - Gówno tam stadion będzie budowany!-woła starszy pan. - W 1957 r. tu trenowałem (pokazuje pobliski stadion Legii), mieli Legię remontować w 1960 r. I co?

W budynku trwa spotkanie delegacji kupców z urzędnikami miejskimi i szefostwem COS. Żaden szept, żadna wiadomość nie wydostaje się przez zamknięte drzwi obstawione ochroniarzami. Nastroje wśród czekających kupców osiągają temperaturę wrzenia.

-Jak nas nie obronicie, to zginie polski handel - mówi do dziennikarzy pani Marlena, garnitury. - Z Wietnamczykami sobie będziecie rozmawiać.

-Mówią, że my jesteśmy element kryminogenny - krzyczy przedstawiciel młodszego pokolenia kupców. - A potem przychodzą na stadion w weekendy ubierać się w detalu dziesięć razy taniej niż na mieście.

Proste wzory, ostre kolory

Nazwanie stadionu Jarmarkiem Europa nie oddawało istoty rzeczy. Ten jarmark zasłużył na miano światowego centrum wolnego handlu. Wietnamczycy i Azerowie. Ormianie i Nigeryjczycy. Polacy i tzw. Ruscy. W drugiej połowie lat 90., kiedy Rosja jak gąbka chłonęła towary z Polski, na stadionie zaopatrywali się handlarze hurtowi i detaliści zza wschodniej granicy. Na potrzeby straganów na stadionie pracowali chałupnicy z większości podwarszawskich miejscowości. Szyli odzież według zamówień. Proste wzory, ostre kolory, wszystko z najtańszych tkanin (z oryginalnej reklamy: "to styl z jednej strony bardzo romantyczny, ale również szalenie zmysłowy - czasami wręcz na pograniczu mody sypialnianej" albo "trend romantyczny obok etnograficznego i hipisowskiego to przebój tegorocznej wiosny i lata"). Ale nadszedł kryzys końca lat 90. i skończyło się eldorado. Podwarszawskich krawców zastąpili Wietnamczycy i Chińczycy. Odzież z Azji była jeszcze tańsza niż rodzima z tej prostej przyczyny, że pochodziła z przemytu.

Od początku lat 90. policja ogłosiła stadion terenem morowym (objętym zarazą, a nie dlatego, że tak tu fajnie). To tu działały groźne gangi Ormian, Wietnamczyków, rosyjscy i ukraińscy reketierzy obkładali kupców podatkiem. Ludzi bito, napadano, dochodziło do porwań dla pieniędzy i zabójstw. Ale większość przestępstw zdarzała się w zamkniętych gettach narodowościowych - Ormianie napadali Ormian, Wietnamczycy Wietnamczyków. Poszkodowani rzadko angażowali polskie organy ścigania. Na własną rękę wyrównywali rachunki krzywd. Rządziło prawo wendety.

Na Jarmarku Europa zagnieździło się centrum handlu pirackimi płytami muzycznymi, oprogramowaniem, kasetami z nielegalnie przegrywanymi filmami. Co pewien czas policja, służby celne i graniczne organizowały pokazowe akcje wyłapywania piratów, ale rzekome sukcesy okazywały się klęskami, bo nielegalny handel kwitł w najlepsze. Także teraz chodząc po koronie stadionu słyszy się szepty handlarzy: filmy, muzyka, gry.

- Momencik - mówi zakonspirowany sprzedawca, który nie ma przy sobie żadnego towaru. Badawczo przygląda się klientowi, rozgląda na wszystkie strony. Potem wspina się na tablicę reklamową i z kieszeni w naciętym plakacie wyjmuje płyty z rosyjskimi napisami. - Jest jazz. Coltrane za 20 zł, resztę sprzedam po dziesięć, bo już idę - zachęca.

Podobnie jak nie wysychały stadionowe źródełka, w których można się było zaopatrzyć w ostrą broń (łącznie z wyrzutniami granatów), materiały wybuchowe, fałszywe i prawdziwe (kradzione) paszporty oraz, co już chyba jasne dla każdego, narkotyki - od tych lekkich po najcięższe. A wszystko pod czujnym okiem policji. A kiedy policja przymykała oko na przypadki z Jarmarku, w rolę stróża praworządności wcielili się - co dla wielu brzmiało jak paradoks - kupcy ze starego warszawskiego Bazaru Różyckiego. To oni - zagrożeni konkurencją - alarmowali, że na Stadionie X-lecia dzieje się samo zło. Deklarowali nawet pomoc w demaskowaniu handlujących towarem z przemytu i bez akcyzy.

Pojedziemy do Rydzyka

Sąsiadka z blaszanej budki obok miejsca pracy Lucyny Kwiatek pokazuje umowy na dostawę towaru, które podpisała, zanim wybuchła sprawa Euro 2012. Prowadzi do magazynu na pięterku budki - pełno tam fabrycznie zapakowanych ubrań, a następne jeszcze w drodze. Być może zamawiała pochopnie, ale naprawdę liczyła, że stadion pozostanie miejscem handlu, nie sportu.

Bo od strony handlowej Jarmark Europa to gigantyczny zakład pracy, który przez 18 lat funkcjonowania obrósł siecią dostawców, odbiorców, hurtowników i pośredników. Są rodzinne firmy produkujące albo sprowadzające towar wyłącznie na zamówienie kupców ze stadionu.

- Gdyby Jarmark Europa przestał istnieć z dnia na dzień, stworzyłoby się ogromne bezrobocie - mówi Cezary Bunkiewicz, branża spożywcza i tekstylna (zależnie od koniunktury), wiceprezes drugiego stadionowego stowarzyszenia Polski Klub Gospodarczy (prezesem jest Bogdan Tomaszewski), od 17 lat związany ze stadionem. - Potrzebujemy umów pomostowych, żebyśmy nie musieli zamykać interesów. Przecież nikt nie znajdzie sobie zastępczego miejsca z dnia na dzień.

Do pani Kwiatek przychodzą kupcy z projektami pism urzędowych. Wyśle się do magistratu, do prezydenta, do Kancelarii Premiera. Stowarzyszenie Lucyny Kwiatek zrzesza jedynie kupców polskich, dlatego też przewodnicząca zastanawia się, komu jeszcze w kraju leży na sercu dobro uczciwych Polaków.

- Pojedziemy do ojca Rydzyka - zapada decyzja. - To tylko dwie godziny drogi.

Kiedy zdarzy się cud

Pisząc o realiach z bazaru w czasie przeszłym, zakładamy, że tym razem decyzje, które zapadły - do końca czerwca wyprowadzka kupców - będą obowiązywać. Chociaż duch tego miejsca już wielokrotnie sprawiał, że coś tam decydowano, a handel jak trwał, tak trwał. W 2000 r., gdy pojawiła się koncepcja stadionu narodowego i Damisowi przypominano, że dzierżawi obiekt tylko do grudnia, prezes Tomaszewski jedynie się uśmiechał twierdząc, że prolongował umowę z COS jeszcze na rok. Mówił prawdę, z tym że rok przedłużył się do 6 lat.

Dziś kupcy domagają się od miasta nowego terenu pod targowisko -za darmo. Dostali siedem propozycji, ale większość z nich to nieuzbrojone tereny na przedmieściach. Wybrali pola koło dworca Warszawa Wschodnia, przy ul. Kijowskiej, jako najdogodniejsze. Ale okazało się, że wybrane tereny należą do PKP. A koleje chcą dworzec rozbudowywać na Euro 2012. Rozmowy trwają.

Śmierci Stadionu X-lecia nie trzeba było ogłaszać, bo każdy widział jego agonię. Ale próby reinkarnacji już podejmowano, co prawda tylko na papierze. Kiedy kilka lat temu głośno było o pomyśle zorganizowania w Warszawie letniej olimpiady, znany architekt i świetny przed laty szermierz Wojciech Zabłocki przedstawił projekt przebudowy obiektu, tak aby stał się narodową świątynią sportu. Ten pomysł dzisiaj odżył. W miejscu Stadionu X-lecia ma powstać Narodowe Centrum Sportu.

Obok głównego stadionu (na 70 tys. miejsc) ma działać akwapark i pełnowymiarowy basen, hala widowiskowa i potężne wielofunkcyjne centrum gastronomiczno-rozrywkowe. A także hotele, sklepy, tereny spacerowe i szereg boisk do uprawiania różnych dyscyplin sportu. No i, co oczywiste, parkingi na 8 tys. samochodów osobowych i prawie 500 autokarów. Koszt całości według wstępnych przymiarek oszacowano na ponad 1,2 mld zł. Do tego dojdą koszty przebudowy tras dojazdowych i planowanej drugiej linii metra. Na taki wydatek nie stać Skarbu Państwa (o budżecie stolicy nawet nie wspominając). Ale przyznanie Polsce organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej otwiera nowe ścieżki finansowania. Można liczyć na pomoc UEFA i przede wszystkim Unii Europejskiej. Pieniądze raczej się znajdą. Gorzej z terminami.

Do konkursu stanie także wizja stadionu stworzona przez prezesa Tomaszewskiego i opracowana na jego zlecenie przez pracownię architektoniczną. Już kilka lat temu prezes chciał, aby kupcy sami złożyli się na nowy stadion (wypadałoby po 100 tys. zł na każdego z 2 tys. kupców), ale pomysł umarł. Został po nim tylko projekt.

Będzie wyścig

Na razie wcale nie można ogłosić konkursu na koncepcję architektoniczną nowego stadionu, bo miasto nie przedstawiło jeszcze warunków zabudowy. - Miały być sformułowane do końca kwietnia - mówi tuż przed długim weekendem Marta Fijałkowska, rzeczniczka oficjalnego inwestora w imieniu budżetu państwa, COS.

Ale w długi weekend (9 dni wolnego) urzędnicy rozjechali się po Polsce i świecie, zapomnieli o zobowiązaniach. Realnie rzecz biorąc, Urząd Miasta może przedstawić warunki zabudowy w chwili, kiedy ten numer "Polityki" trafi do kiosków. Wtedy COS ogłosi pierwszy etap prac - konkurs architektoniczny, co potrwa minimum pół roku. Potem rozstrzygnięcie i przetargi dla wykonawców. Po przetargach odwołania przegranych. Nie daj Boże unieważnienie jednych przetargów i ogłoszenie nowych (co bywa regułą). A kiedy cały front przygotowawczy zostanie już zapięty, ruszają roboty. Budowę można przy niesłychanej mobilizacji przeprowadzić w dwa lata. To będzie prawdziwy wyścig z czasem.

A kiedy zdarzy się cud i stadion powstanie i nawet rozegrany zostanie na nim inauguracyjny mecz Euro 2012, Warszawa wejdzie na zupełnie nową sportową orbitę. Mając taki obiekt, może organizować setki imprez sportowych, ale i rekreacyjnych, a także masowych koncertów rocznie. Nowy stadion będzie sam na siebie zarabiał. Powinien mieć nazwę. Zapewne też zostanie rozpisany konkurs na miano dla tego obiektu.

Jeśli rok 2007 uznany zostanie za początek IV RP, to dawny Stadion X-lecia dostanie na chrzcie imię V-lecia. I będzie logiczna ciągłość.


Najnowsze artykuły na ten temat:
2005-06-08 wsk Milion za kupców z Jarmarku Europa
2005-05-26 wsk Te państwo do dupa jest
2005-05-12 wsk Kupców ze Stadionu podzieliły spory
2005-05-17 wsk Minister dzieli kupców na Stadionie
2005-05-17 wsk Minister ustąpił kupcom
2005-05-12 wsk Instalowanie kupców ze Stadionu Dziesięciolecia
2005-05-12 wsk Gdzie jarmark, gdzie Europa?
2005-05-12 wsk Jarmark Europa będzie na Skrze?
2005-05-11 wsk Radni litują się nad handlarzami ze Stadionu
2005-05-11 wsk Stadion Pięciolecia
2005-05-10 wsk Kupców ze Stadionu ostateczne pożegnanie
2005-05-09 wsk Wciąż nie wiadomo gdzie przenieść kupców ze Stadionu
2005-05-07 wsk Ostatnie takie zakupy
2005-05-02 wsk Bez pomysłu na Jarmark Europa
2005-04-25 wsk Kupcy ze Stadionu chcą na Dworzec Wschodni
2005-04-25 wsk Nie ma szansy na szybki bazar dla handlarzy Stadionu Dziesięciolecia
2005-04-24 wsk W czerwcu koniec handlu na stadionie
2005-04-20 wsk Jarmark Europa na Kozią Górkę?
2005-04-18 wsk A w Warszawie na stadionie żałoba
2005-04-18 wsk Hanna Gronkiewicz-Waltz: Kupcy mają rok na wyprowadzkę ze Stadionu Dziesięciolecia

wsk powrót...