LOGO
foto foto Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kupców i Drobnej Wytwórczości
ul. Bakalarska 11, 02-212 Warszawa
do korespondencji ul.Sękocińska 13 lok.4, 02-313 Warszawa
tel.: (22) 846 07 34, (22) 846 51 79 fax: (22) 868 05 41, e-mail: adres
foto foto
Działalność
wsk nasze cele
wsk aktualności
wsk naszym zdaniem
wsk fotogaleria
Stowarzyszenie
wsk władze
wsk statut, regulaminy
wsk kontakt
wsk jak wstąpić?
wsk nr konta
Warto zajrzeć
wsk media o kupcach
wsk ważne linki
MEDIA O KUPCACH
Był sobie Jarmark Europa 2007-06-30

Rozpoczęła się likwidacja Jarmarku Europa na Stadionie Dziesięciolecia. W ostatniej chwili okazało się, że kupcy zostaną tam jeszcze przez miesiąc, lecz imprezy pożegnalne już się odbyły. Wkrótce z mapy Warszawy zniknie gigantyczny bazar i zdewastowany stadion sportowy, a zarazem jedna z największych ikon polskiej kultury.

Cezary Polak
Dziennik, 30. czerwca 2007 r.

Dzieje Stadionu Dziesięciolecia to historia paradoksów. Zbudowano go w okresie stalinizmu, ale jego architektura nie miała z socrealizmem nic wspólnego. Miał być areną sportową, ale częściej wykorzystywany był do zupełnie innych celów, a po upadku komunizmu został przekształcony w największe targowisko w Europie. Owiany szemraną sławą multietniczny bazar stał się jedną z największych turystycznych atrakcji Warszawy oraz Mekką artystów. Film fabularny rozgrywający się w wietnamskich sektorach targowiska kręci młody reżyser Marcin Wrona. Fotograf Radek Polak przygotowuje reportaż o handlarzach pracujących w najbardziej niedostępnej części stadionu - na koronie słynącej z obrotu nielegalnym towarem. Happening będący pożegnaniem stadionu planuje szwajcarski performer Massimo Furlan. Film o bazarze chce zrealizować też słynny francuski reżyser Tony Gatliff. Twórcom udało się to, czego nie potrafiły zrobić kolejne władze (komunistyczne i demokratyczne) - oswoili Stadion Dziesięciolecia. Dzięki artystom obiekt na trwałe wpisał się w historię polskiej kultury.

Narodziny giganta

Budowa stadionu miała wydźwięk propagandowy. Władze chciały zdążyć z otwarciem na rozpoczynający się 31 lipca 1955 roku V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów, którego gospodarzem była Warszawa. Dlatego obiekt wzniesiono w iście stachanowskim tempie 11 miesięcy. Nasyp pod trybuny powstał z gruzu zniszczonej stolicy. "Jak na drożdżach rośnie festiwalowy stadion. Dzień w dzień setki samochodów przywożą gruz i piasek. Potężne koparki, pracowite spychacze, ciągniki pracują bez wytchnienia. Gdy noc zapada, płoną silne światła i nie ustaje robota" - relacjonował dziennikarz tygodnika "Stolica".

Obiekt oddano do użytku z pompą 22 lipca 1955 roku. Otwarcia dokonał prezydent Bolesław Bierut w asyście partyjnych notabli z zaprzyjaźnionych demoludów. Fetę uświetnił m.in. mecz Warszawa - Stalinogród (taką nazwę nosiły wówczas Katowice). Ale choć stadion powstał w czasach stalinizmu, kontestował socrealizm. Projekt wyłoniono w drodze konkursu, który wygrał wykształcony przed wojną architekt Jerzy Hryniewicki wraz Markiem Leykamem i Czesławem Rajewskim. Hryniewicki nie ugiął się pod presją partyjnych ideologów i przeforsował pomysł inspirowany światowymi trendami. Zamiast kolumnad i cokołów z marmurowymi posągami zastosował beton, kamień i oszczędną metaloplastykę. Pozbawiony socrealistycznej ornamentyki stadion odznaczał się prostą formą. Gigant (71 tys. miejsc siedzących) miał świetną akustykę oraz zapewniające doskonałą widoczność z różnych miejsc trybuny. "Oto wreszcie nowa budowla posiadająca wentylację, a nieposiadająca ozdóbek, ornamencików, wisiorków, esów-floresów, treli-moreli, eciów-peciów, koszałków-opałków" - zachwycał się poeta i satyryk Janusz Minkiewicz. - Wtedy to był jeden z najpiękniejszych stadionów ziemnych na świecie. Funkcjonalny, pozbawiony socrealistycznych detali obiekt zwiastował nową epokę w architekturze polskiej - dodaje Mateusz Ostaszewski, designer, autor inspirowanych stadionem kolaży.

"Przeżyjmy to jeszcze raz..."

Lata świetności stadionu trwały prawie dekadę. Rozgrywano tu zawody lekkoatletyczne i futbolowe, tu także była meta kolarskiego Wyścigu Pokoju. Do legendy przeszedł rozegrany w 1961 roku mecz Polska - ZSRR, ale nie tylko dlatego, że nasi piłkarze pokonali faworyzowanych gości. Wśród warszawiaków do dzisiaj krąży opowieść o wydarzeniach, które miały miejsce na trybunach. Po kolejnym faulu na polskim zawodniku i biernej postawie sędziego rozwścieczony kibic postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość i rzucił flaszką po wódce w kierunku grającego nie fair radzieckiego piłkarza. Butelka trafiła jednak w innego kibica. Gdy poszkodowany zaczął wygrażać sprawcy, publiczność zaczęła go usprawiedliwiać. "Nie czepiaj się pan! Człowiek chciał dobrze!" - krzyczano.

Sportową karierę niemodernizowanego stadionu (boisko nie doczekało się wymaganego przez UEFA sztucznego oświetlenia) zakończył feralny dla polskiej kadry mecz z Finlandią w 1983 roku. Nasi zremisowali 1:1 i nie zakwalifikowali się do Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. Katem biało-czerwonych okazał się niedawny selekcjoner reprezentacji, a wówczas stoper Paweł Janas, który strzelił samobójczego gola. Później wielki sport na obiekt przy al. Zielenieckiej na Pradze-Południe już nie wrócił.

Na stadionie odbywały się też obchody peerelowskich rocznic. W 1968 r. w czasie ogólnopolskich dożynek w proteście przeciw agresji Układu Warszawskiego na Czechosłowację na trybunach samospalenia dokonał Ryszard Siwiec. W ferworze uroczystości desperacki czyn na wypełnionym po brzegi stadionie przeszedł niemal niezauważony. W 1991 roku Maciej Drygas nakręcił film "Usłyszcie mój krzyk" o Siwcu i jego dramatycznym proteście. Podczas swojej drugiej pielgrzymki do Polski w 1983 r. na stadionie odprawił mszę Jan Paweł II.

Symbolicznego wymiaru nabrał koncert Steve'ego Wondera, który odbył się przy Zielenieckiej w czerwcu 1989 roku. Dużą grupę widzów stanowili fani amerykańskiego piosenkarza, którzy przyjechali z ZSRR. Wkrótce w Polsce zmienił się ustrój, na stadionie wyrósł Jarmark Europa, a wśród handlarzy przez pierwsze lata dominowali przybysze zza wschodniej granicy. Ten okres sportretowała węgierska reżyserka Marta Meszaros w dramacie "Córy szczęścia", filmie o Rosjance, która emigruje do Polski za chlebem. W drugiej połowie lat 90. na stadionie pojawili się przybysze z Dalekiego Wschodu. Na błoniach wyrósł azjatycki bazar.

Bangkok przy Zielenieckiej

- Niesamowita rzecz, kawałek Azji w centrum Warszawy. Wystarczy kilkanaście minut jazdy tramwajem od Pałacu Kultury, żeby znaleźć się w innym świecie. Zobaczyć takie same wąskie alejki, tymczasowe budownictwo jak w Bangkoku, wejść w przestrzeń zupełnie inną od europejskiej - mówi Radek Polak. Zdaniem artysty od kilku lat fotografującego Jarmark Europa stadion, na którym pracują Afrykańczycy, Azjaci i mieszkańcy republik postradzieckich, jest instytucją zasłużoną dla edukacji kulturowej Polaków. - To jedyne miejsce, gdzie chłopi spod Wyszkowa, którzy robią tu zakupy w weekendy, mogą spotkać Somalijczyka, Gruzina, Ormianina, Wietnamczyka albo mieszkańca Sri Lanki - dodaje.

Podobnie myśli reżyser Marcin Wrona: - Świetnie, że będąc w Polsce, możemy Odwiedzić Azję. To niezwykle rozwijające. Mentalność Azjatów, jedzenie, rytm dnia, zachowanie się, to coś, co warto obserwować, bo to po prostu kształci, wzbogaca - jak podróże - uzupełnia. Wrona kręci film o miłości wietnamskiej barmanki i polskiego boksera (gra go Eryk Lubos). - Z bazarem wiąże się drugi wątek mojego filmu, wzięty z życia. Wiele kobiet, które pracują na stadionie, zawierało fikcyjne małżeństwa z Polakami, aby zalegalizować swój pobyt i móc pracować. Moja bohaterka zgadza się urodzić dziecko w zamian za obywatelstwo.

Mieszkający w Warszawie wietnamski dziennikarz Ngo Van Tuong przekonuje, że fenomen Jarmarku działa też w drugą stronę. - Znają go Wietnamczycy na całym świecie, wiele się o tym pisze w gazetach krajowych i emigracyjnych. To za pośrednictwem stadionu Wietnamczycy poznają Polskę i Polaków - mówi. Tuong od kilku lat oprowadza po bazarze wycieczki Wietnamczyków mieszkających w Europie Zachodniej, Ameryce i Australii. Jest co pokazywać, bo na warszawskiej Pradze powstało prawdziwe Viettown. Koło bazaru działa centrum kultury wietnamskiej, a powyżej są nie tylko sklepiki z tekstyliami i budki z jedzeniem, ale także wietnamskie księgarnie, sklepiki płytowe, bary karaoke.

Bye bye Viettown

Ten świat postanowiła przybliżyć warszawiakom Joanna Warsza, która w zeszłym roku wraz z Tuongiem i stowarzyszeniem Arteria zorganizowała cykl kulturowych wycieczek pod stadionie "Podróż do Azji". Chętnych było kilka razy więcej, niż przewidywali. - Okazało się, że wielu mieszkańców odczuwało potrzebę bycia turystą we własnym mieście -mówi. - Chcieliśmy przybliżyć warszawiakom społeczność wietnamską, której obecność mimo sporej liczebności (w stolicy mieszka ok. 25 tys. Wietnamczyków) jest prawie niewidoczna.

Jesienią Warsza chce zrealizować kolejny projekt. Na płycie stadionu ma wystąpić szwajcarski artysta Massimo Furlan, który specjalizuje się w futbolowych performance'ach.

Jarosław Kaczmarek z artystycznej grupy Studnia O, organizator imprezy "Pożegnanie Stadionu Dziesięciolecia": - To miejsce, które ma mnóstwo ukrytych historii. Każdy chyba warszawiak ma przynajmniej jedną scenkę z życia, jeden obraz z nim związany. Stadion jest przedmiotem wyobraźni, pamięci warszawiaków, podobnie jak Pałac Kultury.

Podczas swojej wizyty w Polsce targowisko na stadionie odwiedził Tony Gatlif. Reżyser zdradził, że planuje film o polskich Romach, który rozgrywałby się m.in. na Jarmarku Europa. Mówił wtedy: - Stadion zrobił na mnie wielkie wrażenie. Zauważyłem kilkanaście różnych wspólnot. Każdy mówi innym językiem, każdy zna ze dwa słowa po polsku, a jednak jakoś się porozumiewają - sprzedają, kupują. Ludzie z łatwością pokonują barierę języka.

Jeśli francuski filmowiec zechce sfinalizować swój projekt, musi się pospieszyć. Za miesiąc bazar na błoniach Stadionu Dziesięciolecia zostanie zamknięty. Warszawski Viettown przestanie istnieć.

Współpraca: Katarzyna Nowakowska

wsk powrót...