LOGO
foto foto Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kupców i Drobnej Wytwórczości
ul. Bakalarska 11, 02-212 Warszawa
do korespondencji ul.Sękocińska 13 lok.4, 02-313 Warszawa
tel.: (22) 846 07 34, (22) 846 51 79 fax: (22) 868 05 41, e-mail: adres
foto foto
Działalność
wsk nasze cele
wsk aktualności
wsk naszym zdaniem
wsk fotogaleria
Stowarzyszenie
wsk władze
wsk statut, regulaminy
wsk kontakt
wsk jak wstąpić?
wsk nr konta
Warto zajrzeć
wsk media o kupcach
wsk ważne linki
MEDIA O KUPCACH
Dlaczego lubię Stadion Dziesięciolecia? 2007-07-02

Młody pisarz Mikołaj Łoziński opisuje swoje wędrówki po Jarmarku Europa. I trochę mu żal świata który niedługo zniknie

Mikołaj Łoziński
Gazeta Wyborcza, 02. lipca 2007 r.

1.

Może jestem tu ostatni raz. Stadion się kończy, mało towarów, mało sprzedających, mało kupujących. Niedługo zniknie. Handlarze się rozjadą, niektórzy przeniosą, inni wrócą do swoich krajów. Parę lat później Jarmark Europa kompletnie zginie ze zbiorowej miejskiej pamięci. I zastanawiam się tylko, czemu mi smutno, kiedy o tym myślę. Czemu polubiłem to wielonarodowościowe targowisko?

2.

Najczęściej wchodzę od ronda Waszyngtona. Droga lekko pod górę. Zaczynają się ludzie i metalowe budy.

- Papierosy?

Kręcę głową. Nie po to tu przychodzę. Ale staję na chwilę.

- Oryginalne papierosy!

Podoba mi się polski z ormiańskim akcentem.

- Filmy, muzyka, programy?

Ostatnio kupiłem tu tylko nieprawdziwe rybki z Wietnamu. Pływają teraz u mnie w kuchni na lodówce. Zawsze parami, równym rytmem, przy plastikowej szybie akwarium. Nie karmię ich, na noc wyłączam z prądu. Proste w obsłudze. Trochę głośne.

3.

Dla mnie Stadion to jedyne miejsce w Warszawie, gdzie mogę poczuć się jak obcokrajowiec - 15 min od domu. Teleportować się na chwilę do Wietnamu, Pakistanu, Senegalu, Rosji. Wciągają ludzkie twarze, obce języki, zapachy i atmosfera lekkiego niebezpieczeństwa, która każe pilnować portfela.

4.

Przechodzę obok Pana Sznurówki - chodzącej reklamy swojego towaru. Wygląda, jakby pod spodem, pod długimi sznurówkami we wszystkich kolorach, nie miał nic na sobie. Sznurówki spadają mu nawet na oczy. Odgarnia je z twarzy.

Dochodzę do korony Stadionu. Na tle opuszczonej murawy Afrykańczycy sprzedają spodnie polskim dresiarzom.

- Bardzo eleganckie - polecają dresy męskie i damskie w jednym.

Sami są lepiej ubrani.

Dresiarze schodzą przymierzyć na ogromną i pustą widownię stadionu.

- Zdjąć simlocka?

Skręcam w prawo - w świat podróbek markowych butów, spodni, kurtek, majtek. Świat wietnamskiego, rosyjskiego, ormiańskiego i innych języków, które razem z towarami jakoś tu dotarły: samolotami, statkami, pociągami, autobusami, samochodami.

5.

Te podróbki to wzruszająca namiastka-atrapa lepszego życia, lepszego świata.

6.

Stara Wietnamka pokazuje, żebym zszedł z drogi. Obiema rękoma ciągnie wózek-przyczepę z gorącym jedzeniem. Robi je specjalnie dla wietnamskich sprzedawców.

Jest zupełnie inne niż to z miejskich budek, gdzie każde danie nazywa się inaczej, a smakuje tak samo.

- Może oryginalny armeński koniak?

Dalej ukraińska babcia sprzedaje drewniane afrykańskie maski. Pokazuje spojrzeniem na patrol - trzech prawie dwumetrowych policjantów w odblaskowych kamizelkach. Stoją na wysokości lustra przy pakistańskim stoisku z okularami słonecznymi.

Najwyższy krzywi się, otwiera usta. Pozostali próbują zobaczyć w lustrze jego gardło.

- Nie. Nie tak - instruują. - Zrób: aaaa.

- Aaaa.

- Trochę czerwone.

7.

Czasem wydaje mi się, że Stadion to najbardziej tolerancyjne miejsce w Polsce. I nie jest to tolerancja wymuszona polityczną poprawnością - ma mało wspólnego z przekonaniami czy edukacją. Jest wymuszona prawami handlu - żeby dogadać się w sprawie kupna, sprzedaży, wymiany, trzeba ze sobą rozmawiać. Inaczej nie da się zyskać - niezależnie od koloru skóry, uprzedzeń, języka. Rozmowa i dialog są tu więc we wspólnym interesie wszystkich. A to chyba rzadki przypadek w polskim mało tolerancyjnym społeczeństwie.

8.

Dalej na tyłach stoisk młodzi Wietnamczycy grają w zośkę. Mają swoich głośnych kibiców. Zatrzymuję się, kiedy drobna blondynka w bluzie z kapturem też zaczyna krzyczeć po wietnamsku.

Podchodzę do niej.

- Zegareczki? - pyta po polsku. - Wszystkie mareczki.

- Mieszkała pani w Wietnamie?

- Nie - zmęczona, trudno powiedzieć iluletnia twarz. - A co?

- To kto panią nauczył wietnamskiego?

- No, od lat się tu pracuje, słucha ich i sam człowiek jakoś zaczyna mówić.

9.

Nie chciałbym idealizować Stadionu, za którym już zaczynam tęsknić. Pewnie dobrze, że się przeniesie, że Jarmark Europa nie będzie już w centrum europejskiej stolicy. A w miejsce wielonarodowościowego stadionu powstanie Stadion Narodowy.

Mikołaj Łoziński ma 27 lat, jest pisarzem i fotografem, laureatem Nagrody Fundacji Kultury dla Młodych Twórców. Studiował socjologię w Paryżu. Zadebiutował w ubiegłym roku powieścią "Reisefieber", której akcja rozgrywa się w Nowym Jorku i w Paryżu. Książka została wyróżniona nominacją do tegorocznej Nagrody Literackiej NIKE 2007.

wsk powrót...